Zaczęłam się rozglądać. Było tu za cicho...
- Daleko jest ten kanion? - spytałam.
- Trochę - odpowiedziała Alfa. Popatrzyłam na Nighta, który nie wyglądał na zadowolonego. Prychnęłam i szłam bacznie po ciemnym lesie. Wnet usłyszeliśmy warkot. Gwałtownie się zatrzymaliśmy.
- Są tu... - warknęłam, rozglądając się.
- Bądźmy czujni - odpowiedział Night, też się rozglądając. Wtedy wyskoczył w naszą stronę mutant. Jednym ruchem zrobiłam lodową igłę i przebiłam wilka na wylot.
- Gazu! - zrobiłam ścianę z lodu i pobiegliśmy za Mivą. Mutanty wciąż nas goniły z pianą na pysku. Stanęłam i odwróciłam się w stronę hordy.
- Firay! - krzyknął Night.
- Uciekajcie! JUŻ! - warknęłam. Popatrzyłam na mutanty. Mieli pianę w pysku i wściekłe oczy. Skupiłam się i zamroziłam ich, pokrywając lodem ich ciała, a potem rozsadziłam je, zabijając ich samych. Dobiegłam do towarzyszy. Stanęliśmy przed tym kanionem.
- Chwila prawdy... - zaczęłam podchodzić.
- Czekaj! - Miva mnie zatrzymała - ty chyba nie chce..
- Tak. Chce tam zejść i zajrzeć. Zostańcie tu - podałam im lodową bombę - jak będą znowu mutanty, użyjcie tego - dałam im tego z pięć, a potem podeszłam do kanionu.Wtedy moje oczy się rozszerzyły. Na dole leżał wielki smok. Do tego ranny. Powoli do niego zeskoczyłam. Byłam od niego dobre parę metrów. Popatrzył na mnie bladym wzrokiem. Ukłoniłam się, by okazać mu szacunek. Powoli zaczęłam podchodzić, a ten zaczął lekko warczeć. Cofnęłam się parę kroków i bardziej się zniżyłam. Smok niechętnie pozwolił mi podejść. Zobaczyłam jego ranę i sięgnęłam po torbę. Smok ponownie warknął. Cofnęłam łapę, a po chwili z torby wyjęłam zioła.
- Wybacz, ale może zapiec... - położyłam papkę na jego ranę, by ją oczyścić, a smok głośniej na mnie warknął. Wyjęłam coś, by oczyścić od papki ranę, a potem przyłożyłam parę liści, by zakryć ranę, potem oblałam je wodą, by wycisnęły z siebie sok, a na koniec przytwierdziłam je naturalnym klejem.
- Za dwa tygodnie ci zejdzie rana i opatrunek... - byłam wciąż w pozycji ukłonu. Zobaczyłam, że za nim są jaja... chyba jego... Popatrzyłam na niego.
- Nie wiedziałam... - cofnęłam się. Czułam... jak... jak coś mnie bije od środka... puls...
Serce? Nie...
- Odejdź - usłyszałam smoka. Popatrzyłam na niego, a ten na mnie patrzył niechętnie.
- Tylko jeszcze... - podeszłam i dotknęłam rany łapą, a ją pokrył lekki szrom.
- Pojutrze możesz już wzle... - smok się wyprostował i wzleciał w powietrze, a jajka razem z nim zniknęły w niebie. Zobaczyłam, że jedno zostawił...
Muszę mu je oddać...
Wspięłam się w górę z jajkiem i pobiegłam w głąb lasu.
- A ty dokąd?! - Spytał Night.
- Zapomniał jednego. Muszę mu je oddać. Miva... wiesz, gdzie mógł polecieć?
<Miva?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz